Byłam na noc u Natalii. Zasnęłyśmy około 1:30. Wiem, wcześnie ale to dlatego, że byłyśmy wyczerpane upałem. Bez beki to był upał. Ponad 30`C w cieniu. Masakra.
Jedyne co się wczoraj stało to to, z Dominik zaciął mnie nożem. Przypadkowo, ale kto normalny wyciąga nóż i nim macha? No weźcie.
OK. No więc dzisiaj obudziłyśmy się o 8, potem zasnęłyśmy z powrotem i wstałyśmy tak normalnie po 9.00 bodajże. Kiedy wracałam podeszłam do sklepu i kupiłam mamie dużą imieninową czekoladę. Następnie przez godzinę leżałam na trawie i bawiłam się z Myszatą. Właściwie to ona ryła w trawie a ja ją pilnowałam. Po chwili wykopała sobie gniazdko w trawie i zasnęła. Ale po chwili musiałam ją obudzić, bo Natalia zadzwoniła i pojechałyśmy na plażę. Nie wierzę, że ludzie się kąpali w takich glonach i pyłkach z drzew. Masakra.
Połaziłyśmy trochę po plaży i po bulwarze. Spotkałyśmy Izę z Anią i Filipem. Poszliśmy na Świętojańską do batorego. Tam się rozdzieliliśmy. My poszłyśmy oglądać ciuchy, a oni coś zjeść. Wróciłyśmy około 19. Na szczęście, bo po pół godziny zebrały się masakryczne chmury i zaczęło tak lać, jak nigdy w życiu nie widziałam. I wcale nie wyolbrzymiam. I do tego grad. (`~`)
Dobranoc :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz