Pomalowałam końcówki włosów na niebiesko od razu po zakończeniu roku, teraz już się zmywają. Ok no więc: Byłam na weekend na działce z Kamilą. Pojechali z nami znajomi moich rodziców: Tomek i Ewa, ze swoimi synami: 4-o letnim Kubą i kilkumiesięcznym Kajtkiem, był też brat Ewy, Łukasz. Ogólnie było fajnie. Dojechaliśmy w piątek ok. 20 i z Kamilą poszłyśmy na spacer. Następnego dnia cały czas siedziałyśmy w stodole i łaziłyśmy po balotach.
Po czasie stwierdziłyśmy, że będziemy tam spać. I tak się stało. W stodole było ciemno jak.. no właśnie. Nawet świetlik wleciał i nam świecił. No i właśnie, mysz chrobotała. I to jak. Masakra. Jak się obudziłyśmy to padało (-,-) taa piękna pogoda na wakacje. Byłyśmy zbierać kurki z Ewą i Kubą. A tam jest ich strasznie dużo.. cała polanka w kurkach.
Potem się trochę ponudziłyśmy i poszłyśmy nad rzekę. Po drodze posiedziałyśmy na balotach, aż nas sąsiad nie zgonił. Znalazłyśmy też groszek i trochę wzięłyśmy. Potem, jak wróciłyśmy Tomek z Kubusiem wzięli wykrywacz metali i szukali skarbów. Znaleźli duży wyjebiaszczy klucz, wielki, zardzewiały łańcuch od traktora. Potem poszliśmy szukać skarbów w lesie. Metr pod ziemią zakopane było wiadro. Piękny skarb. Po obiedzie poszliśmy szukać rzeki. W domu została Ewa z Kajtkiem i mój tata, który poszedł kosić. Udało nam się nad nią dojść przez chaszcze (krzaki) i gąszcze (pokrzywy, sięgłay do pasa)

Znaleźliśmy ślady bobrów: obgryzione drzewa. Było bardzo fajnie, poza przedzieraniem się przez pokrzywy przez kilkadziesiąt metrów. W końcu postanowiliśmy wrócić na drugi brzeg. Przechodziliśmy przez przewalone drzewo. Na końcu drzewa okazało się, że była dwumetrowa wyrwa z wodą, ja przeskoczyłam, Kamila przeszła przez wodę, na szczęście miała kalosze, na nieszczęście woda była zbyt głęboka (xD) Co chwila w drodze powrotnej stawaliśmy i czekaliśmy aż wyleje wodę. Tomek i Łukasz też jakoś przeszli na brzeg i przenieśli Kubę.
Musiałam obrysować bo by nie było widać.
Natrafiliśmy też na lisie nory, ale były zajęte przez borsuka bo były jego ślady. Jak wróciliśmy poszliśmy do domu odpocząć. Wyruszyliśmy ok. 18 (?) a wróciliśmy ok. 20. A i zapomniałabym: znaleźliśmy traszkę lub salamandrę i nazwaliśmy ją Ziemniak, dla innych Salomon lub Krwawe Dziąsło xD. Wypuściliśmy go przy oborze.

Wczoraj byłam z Kamilem na dworze. Dzisiaj byłam z mamą na zakupach. I potem wyszłyśmy z Natalią się przejść do lasu. Szłyśmy drogą, którą chodziłyśmy od kiedy pamiętamy. Ale wtedy wydawała nam się dziwnie inna. Jakby węższa i bardziej zdziczała. Co chwila po prawej stronie były odłamane gałęzie i połamane małe drzewka. To było dziwne. Potem jeszcze nas sarna wystraszyła, bo była bardzo blisko i (co dziwne) nie uciekła tylko powoli sobie odeszła. Zatrzymałyśmy się pod mostem i szukałyśmy belemnitów (takie skamieniałe szczątki prehistorycznych kalmarów) (^^.) Po chwili doszedł do nas Kamil i razem siedzieliśmy pod mostem xD. Nagle ten zaczął rozłupywać ślimaka (Oh God Why??) Wróciłam do domu, siedziałam na laptopie i słuchałam muzyki.
Dzisiaj po 16 wyszłam z Kamile, ale żeby się głównie pożegnać, bo on wyjeżdża dzisiaj do soboty albo niedzieli do wujka, a ja pewnie w sobotę jadę z koleżankami z Holandii do mnie na działkę. Więc zapewne nie zobaczymy się dwa tygodnie (: <)