Zaczęło się to dnia 30 lipca. Pojechaliśmy z ciocią na działkę. Mój kuzyn: Filip co chwilę chciał iść do stodoły, żeby poskakać po sianie. Byli tylko na jedną noc. Przy okazji, żeby mu się nie nudziło, zrobiłam nam po łuku i kilku strzałach i robiliśmy konkurs strzelecki. Jako, że mały ma 4 lata to wiadomo, że on musi wygrać, bo się obrazi. No więc przegrałam sromotnie. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że w jabłoni jest gniazdo szerszeni o.O i ja musiałam iść po strzały. Oczywiście co się stało? Kąsnął mnie ten sku*wiel (;_;).Przez następne 3 dni bolała mnie noga i miałam strasznie spuchniętą. Zresztą:
| W sumie to mam bliznę do teraz. I pewnie do końca życia ;_; |
Jak wreszcie wróciłam na działkę mogłam chwilę odpocząć. Jakaś baba podpierdzielała nam jeżyny (-,-) Była z psem. Bawiłam się z nim przez godzinkę aż pojechałyśmy nad jezioro. Jak wróciłyśmy piesek nadal był u nas. Został nawet na noc ale nie było go następnego dnia. Pewnie do domu wrócił.
| Ta mina do zdjęcia ^,^ hehe |
Następnego dna znowu pojechałam z mamą nad jezioro, a ta przez kawałek drogi pozwalała mi prowadzić. Tzn przez 2 km aż do drogi głównej, do mostu. Sąsiad się patrzył dziwnie jak mnie zobaczyła za kierownicą xD. Wog. było tak gorącooo ponad 30'.. Masakra. Trzeciego dnia tata też dał się wyciągnąć nad jezioro. Akurat trafiliśmy na zobaczenie jak myśliwy Stefan. (Mieszka kawałek w lesie. To jego drugi dom, bo ogólnie to mieszka w Warszawie.) No więc on miał deskę z żaglem i sobie pływał.
Czwartego dnia pojechałyśmy z mamą i ciocią Asią i Misią nad ich jezioro. Było fajnie. Kolejne dni były chłodne. Poszliśmy na spacer nad rzekę. Tam gdzi byłam z Kamilą, Tomkiem, Łukaszem i Kubusiem. Widzieliśmy bobrowe żeremie. Jak wróciliśmy znowu, tyle że kto inny zabierał nam jeżyny. Jakieś małżeństwo. Może mieli 45-50 lat. Przepłoszył ich byk, który chciał przejść pod ogrodzeniem. Jak to wyglądało xD. A jak uciekali! Ostatniego dnia, wieczorem. Tata z mamą wykorzystali pomysł pszczelarza i wlali do gniazda szerszeni benzynę i podpalili. Drzewu się nic nie stało, ale musieli dobić 7 szerszeni bo przeżyły. Rano przed wyjazdem, tata zamurował dziurę w jabłoni i pojechaliśmy.
Przedwczoraj byłam z Kamilą na zakupach. Kamila szukała prezentu dla mamy, ale nie kupiła go, bo po co?! -,-. Zjadłyśmy w McDonaldzie i chodziłyśmy po sklepach. Kupiłam lakier do paznokci i bluzkę. Przymierzyłam też sukienkę, którą wcześniej przymierzała Kamila. Była śliczna. A i dokupiłam karmę dla Myszatej, bo się powoli kończy. A teraz punkt kulminacyjny: Kamil chce drugą szansę. Jak się z nim spotkam to sobie pogadamy -,-.
A wczoraj upiekłam babeczki xD. Ok kończę bo się rozpisałam ^^.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz