22 czerwca 2013

Łap Janusza!

Przedwczoraj:
Kończyliśmy o 17:10, ale że nie chodzę na w-f ani fakultety, to poszłam 2 godziny wcześniej. Natalia z powodu przeziębienia też nie szła i poszłyśmy do mnie na truskawki. Zebrałyśmy całą miskę. Wstawiłabym zdjęcie, ale Natalka ma mojego pen-drive'a i nie chce mi się zciągać na nowo. Zrobiłyśmy też shake'i. Ja szczerze mówiąc już żygam tymi truskawkami. Ogólnie było super. Spałam na balkonie.
Wczoraj:
Miałam trochę przeciążony dzień. Ze sprawdzianu z lektury (kto robi sprawdziany w ostatnim tygodniu?!), a zatem dostałam 1, bo powiedziałam pani, że mi się nie chciało czytać. Pani doceniła moją szczerość. Na historii, jak parę osób poprawiało oceny, ja i Kamila składałyśmy łódeczki z kartkówek. Tzn. Kamila dawała kartkówki i sama złożyła "piekło-niebo", które (nie pytać czemu) nazwała kobrą. Potem od razu po szkole pojechałam z Natalią na plażę. Woda cholernie zimna za pierwszymi dwoma razami weszłyśmy tylko na wysokość brzucha. Potem nie zwróciłyśmy uwagi na zimno, bo rzucałyśmy w siebie glonem Januszem (no comment) i krzyczałyśmy "Łap Janusza" (Wyjaśnienie tytułu posta). Potem szybko do domu, bo obiecałam Mai, że pójdę na 18:00 na bal szóstoklasisty popatrzeć jak tańczy. Miała taką śliczną miętową sukienkę (^^.) Natalia pojechała dla Oli. Wogóle mi się przypomniało jak ja tańczyłam. To było piękne (*-*) żart. Tylko dyskoteka po balu była fajna i jeszcze jedzenie, głównie pizza. Do domu odwieźli mnie rodzice Mai i jej siostra Kasia. Wróciłam do domu i poszłam spać na balkon, bo pokój sie strasznie nagrzał. Dzisiaj też będę spać na balkonie.
Nie żyjmy przeszłością teraz:
Dzisiaj:
No więc (nie zaczynamy zdania od "no więc") byłam dzisiaj z mamą w Klifie i kupiłam sobie bluzkę (biało-żółtooczojebną) krótkie spodenki, czy szorty jak kto woli. Takie ładne pomarańczowe. Mama kupiła nowe skarpetki (co za szpan będzie na dzielni xD) oraz taką czerwoną sukienkę, potem pojechałyśmy do Lidla na zakupy i kupiłyśmy jakieś pierdoły i arbuza. Aktualnie nie ma już połowy (nie, to nie ja..).
Jak wróciłyśmy, posiedziałam trochę na balkonie z laptopem. W końcu mama mnie zawołała i poszłam posadzić fiołka (tego co dostałam sadzonkę od mamy koleżanki). Teraz jest w ślicznej zielonej doniczce-wiaderku. Na obiad miałam makaron. O i dzisiaj też zrobiłam shake'i, dla mnie, dla mamy i dla taty. Hmm.. jak teraz patrzę to muszę ogarnać mój burdel w pokoju (o.O) A teraz punkt kulminacyjny: Byłam sobie na allegro i patrzyłam na pierwsze lepsze rzeczy (były to jakieś bluzy) Nevermind. Tak w końcu wpadłam na pomysł, jak mogę wykorzystać te 90 zł z wycieczki na Litwę. Nie to nie będzie bluza. Kupiłam full capa. Już został zamówiony. A teraz paczcie jaki:
Zacny nieprawdasz?
 
 
A te były do wyboru:
Wiem, większość by wzięła niebieskiego,
ale taka dziewczyna której nie lubię ma
niebieski i nie chciałam tego samego ^^.

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz